liberator1

Spośród wielu gorczańskich opowieści najbardziej tajemnicza i sensacyjna jest historia Liberatora. Do tego pod wieloma względami jest jak najbardziej ultra.
18 grudnia 1944 roku ciężki bombowiec amerykański B-24 Liberator leciał z bazy Cerignolla w południowych Włoszech do Oświęcimia zbombardować fabrykę benzyny syntetycznej. Sam samolot był dosyć szczególny, to najpopularniejsza maszyna czasów II wojny światowej, wyprodukowana w 18 tysiącach egzemplarzy, skonstruowana w ekspresowym tempie mniej niż roku, przypadkiem niejako, bo Boeing spóźniał się z własną konstrukcja B-17 Flying Fortress. Samolot ogromny, prawie 34 metry rozpiętości skrzydeł, cztery silniki i 10 osób załogi. Współczesny pasażerski Airbus jest niewiele większy. Nasz Liberator nie miał jednak tego dnia szczęścia, czy to z powodu ostrzału przeciwlotniczego po drodze, czy też samoistnych awarii, gasł mu jeden silnik za drugim. Brak jednego silnika to nie problem – B-24 miał płat skrzydłowy o znakomitej sprawności aerodynamicznej – nawet bez drugiego silnika maszyna dała się prowadzić. Wiadomo było jednak, że misji już nie wypełni. Załoga zrzuciła zabezpieczone bomby nad Puszczą Pszczyńską i szukała ratunku. Do Włoch nie mieli szans dolecieć, skierowali się więc w stronę pozycji sowieckich. Front w końcu był już niedaleko, a Rosjanie (chociaż teoretycznie) to sojusznicy. Wtedy zgasł trzeci silnik, i zaczęli rozglądać się, gdzie można by się w miarę bezpiecznie ewakuować (normalne lądowanie było już prawie niemożliwe). W tym momencie mieli nawet nieco szczęścia w nieszczęściu, bo spotkane przypadkowo trzy niemieckie Messerschmitty nie podjęły walki.
W ten sposób znaleźli się nad Gorcami. Nadlatywali tak, jak będzie przebiegać nasza trasa, od Lubania w stronę przełęczy Knurowskiej i Kiczory. Po drodze kolejno wyskakiwali na spadochronach. Dziewięciu członków załogi. Sam samolot rozbił się chwilę później, w rejonie przełęczy Pańska Przechybka, 15 minut zbiegu od naszej krótszej trasy. Mieszkańcy Ochotnicy i partyzanci, których w okolicy było bardzo wielu, odnaleźli wszystkich z wyjątkiem dowódcy por. Williama Beimbrinka. On miał skakać jako ostatni. I z pewnością wyskoczył, bo we wraku nikogo nie znaleziono. Najpierw przechowywano lotników w rejonie Ochotnicy, później przewieziono do Szczawy, po drugiej stronie Kamienicy, gdzie różnych uratowanych żołnierzy alianckich było razem 40-stu!
Prawdziwa epopeja uratowanych zaczęła się jednak dopiero po wyzwoleniu. Ich szlak powrotu do ojczyzny jest tak nieprawdopodobny, że aż fascynujący. Nowy Sącz – Prešov – Nowy Sącz – Przemyśl – Lwów – Kijów – Odessa – Stambuł – Port Said (tak, tak, Afryka) baza Cerignolla we Włoszech – Stany Zjednoczone. I po drodze kilka razy prawie miano ich aresztować, rozstrzelać czy zamknąć w łagrze. Jednak się udało, lotnicy przeżyli, pełni wdzięczności za uratowanie życia, wracali nawet kilka razy do Ochotnicy, a w miejscu katastrofy zbudowano instalację – pomnik.
Jednak historia wcale się tu nie kończy. W 2008 roku pojawiła się w Ochotnicy specjalna jednostka armii amerykańskiej poszukująca zaginionych w walce (okazuje się, że Amerykanie nie zapominają o swoich żołnierzach nawet po tak długim czasie). Szukali oczywiście por. Beimbrinka. I udało im się dotrzeć do ponad 80-letniej mieszkanki Łopusznej, która ujawniła, że w grudniu 1944 roku widziała martwego por Beimbrinka w lesie, z nie do końca rozwiniętym spadochronem, a jej mąż zakopał zwłoki gdzieś w dolinie Łopusznej. Na dowód przekazała oryginalne mapy nawigacyjne z Liberatora. Poszukiwano tego miejsca, ale niestety bez żadnych rezultatów – obszar jest ogromny, a po tylu latach zmieniło się tam prawie wszystko.
Jest więc prawdopodobne, że por. Beimbrink spoczywa gdzieś w lesie albo na polanie, przy czerwonym szlaku na Kiczorę, może kilka kroków od ścieżki, którą będziemy biec z samego rana.
I zapytacie może: a co to wszystko ma wspólnego z górskim biegiem ultra? No, ma całkiem sporo i przyjdzie czas na szczegółowe wyjaśnienia, także w tym miejscu. Na razie za puentę niech posłuży idealnie pasujące w naszym kontekście, wiekopomne motto:
„Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom. „