Dwie nasze trasy – GUT 48 i 84 km – mają w tym roku zupełnie nowy odcinek. Zachowujemy Magurki z wieżą widokową (oczywiście) i wszystkie poprzednie przyjemności od startu aż do 32 kilometra, ale dalej będą zmiany. Z Magurek zbiegamy jeszcze tak samo jak w zeszłym roku, piękną, szeroką łąką przetykaną z rzadka odradzającymi się jodłami. Po prawej widać cały czas Tatry w pełnej krasie, nie patrzcie więc za bardzo pod nogi  Łąka jest miękka, kamieni brak, nic wam się nie stanie, nawet jak uroda gór zupełnie was pochłonie  Ten odcinek jest częścią szlaku wołoskiego, co jakiś czas spotkacie oryginalne, stylowe słupki drewniane i duże poglądowe grafiki, z rozpisanymi szczytami w okolicy. Przyjemność będzie trwała 1,5 km, dalej – inaczej niż w zeszłym roku – skręcamy ostro w lewo, w wyraźną drogę schodzącą zdecydowanie w dół. Droga czasami zmienia się w ścieżkę, ale zawsze jest dobrze widoczna. Nie ma tam żadnego szlaku turystycznego ani wołoskiego, ani szlaku Enklawy Aktywnego Wypoczynku – nasze własne znalezisko  Będzie oczywiście dokładnie oznaczona. Na razie w kilku miejscach są tam wiatrołomy, więc nie będziecie się nudzić. Droga sprowadza do Doliny Potoku Jaszcze – znanego z ogromnej różnorodności roślin i zwierząt, zaraz obok samotnego gospodarstwa i jednej z najpiękniejszych kapliczek w Gorcach, pochodzącej jeszcze z XIX w. Oprócz strawy duchowej znajdziecie tam też strawę materialną – drugi punkt żywieniowy. Drogą utwardzoną lekko pod górę i za chwilę będziecie na Polanie z dużą bacówką, która w tamtym roku dla wielu oznaczała nadzieję, że do mety już tylko 4 km. Nie tym razem jednak 
Zaraz za bacówką skręcamy w las, ostro w dół, żeby przedostać się do przysiółka Skałka. Ten przysiółek jest ewenementem nie tylko w skali Gorców. Właściwie wygląda jak cyrkuł polodowcowy – miejsce w którym rodzi się lodowiec. Co prawda lodowca w Gorcach nie było, niemniej zbocza w Skałce są wyjątkowo strome, a dolina rozległa – co tym bardziej dziwne, że niżej jest długa i wąska. Przez chwilę można poczuć się tu jak w alpejskiej wiosce! Szczególnie, że zbiegamy do Skałki zaraz obok bacówki z kierdelem owiec i nowoczesnym bacą, który zachęca, żeby dzwonić do niego na komórkę (swoją drogą człowiek wielu talentów, powszechnie znany w okolicy).
Dalej mamy ostatni już (na trasie 48 km) poważny podbieg, ale rozłożony na kilka odcinków, więc lekkostrawny. Poniżej bazy namiotowej pod Gorcem (można się poratować, gdyby ktoś umierał z pragnienia) wbiegamy na zielony szlak i podążamy już tylko na dół do mety.
Opisany tu szczegółowo odcinek zajmuje tylko ten mały fragment trasy oznaczony na załączonym profilu innym odcieniem zieloności. Dwa zbiegi i dwa podbiegi – ale radości co niemiara. Dla ścigantów niewątpliwie kluczowy i najtrudniejszy odcinek całej trasy, można tu dużo zyskać albo dużo stracić 
Na końcu tego odcinka czeka was też najważniejsza decyzja: w prawo – 7 km do mety i kończycie z 48 km, w lewo – drugie tyle do przebiegnięcia  To nie będzie łatwy wybór.