Nawet jeśli chodziły nam po głowie różne wersje trasy Gorce Ultra-Trail®, zawsze były tam cztery podstawowe i najbardziej niezwykłe gorczańskie szczyty: Turbacz, Kudłoń, Gorc i Lubań. Cztery szczyty niby Gorców nie czynią, ale magia cyfr ma wielka siłę przekonywania 🙂
Turbacz (1310) jest najbardziej oczywisty – najwyższy punkt całego pasma, umiejscowiony w „samym środku” masywu, jak prawie żaden inny w Beskidach. Do tego tak wiele szlaków zbiega się na jego wierzchołku, że naprawdę trudno go ominąć. Ciekawostką jest to, że przez Turbacz przechodzi prawie ten sam południk, co przez Gerlach. Wystarczy z okna schroniskowej jadalni popatrzeć dokładnie na południe i mamy całe Tatry jak na dłoni. Od dawna był uznawany za najwyższy szczyt w okolicy, chociaż kiedyś nazywano go Kluczki.
Kudłoń (1276) jest za to najbardziej wybitny; ze wszystkich prawie stron otaczają go głębokie doliny, przy czym najbardziej imponująco wygląda od północy, wznosząc się prawie 600 metrów ponad poziom rzeki Mszanki. My dostaniemy się na szczyt bardziej łagodną ścieżką od przełęczy Borek.
„Bohaterem” Kudłonia jest niejaka zasnuja wysokogórska – mały owad, który w kilka lat zmienił wygląd całego masywu, zjadając ogromne obszary drzewostanu świerkowego. Na szczęście przyroda ma niezwykłe zdolności regeneracyjne i leśne życie wraca właśnie na Kudłoń.
Gorc (1228) jest najbardziej odkrytym masywem. Co prawda na samym wierzchołku rośnie las, ale pod szczytem rozciągają się trzy cudowne polany: Gorc Kamieniecki, Gorc Młynieński i Gorc Gorcowski. Przez wszystkie trzy będą przebiegać nasze trasy. Trudno, żeby było inaczej, skoro ta właśnie góra dała nazwę całemu pasmu. Zgodnie z jedną z teorii, nazwa Gorce pochodzi od słowa „gorzeć”, znaczy wypalać, oczywiście las na polany przydatne do wypasu owiec.
Na koniec mamy Lubań (1225) – górę piękną, tajemniczą i magiczną, a jak mówią niektórzy nawet przeklętą. Kiedyś baca czarownik rzucił bluźniercze zaklęcie i cały kierdel owiec zapadł się pod ziemię razem z juhasami. Podobno 25 lipca ciągle słychać dzwonki i okrzyki pasterzy. Czy tak było, nie wiemy, na pewno za to miejsce nie ma szczęścia do schronisk. Spaliły się tutaj już dwa różne budynki. Niemniej szczyt jest bardzo piękny, ma dwa wierzchołki i rozległe siodło z polaną. Widok ze szczytu należy do najbardziej niezwykłych w Beskidach i słynny był wśród kuracjuszy ze Szczawnicy już pod koniec XIX wieku. Góralskimi furkami wyprawiano się wtedy na wschód słońca. My na wschód raczej nie zdążymy, ale warto będzie zwolnić tu na chwilę, bo widok ze szczytu obejmuje zarówno Tatry i Babią Górę, jak i Pieniny, Beskid Sądecki, a nawet Beskid Niski.
Pamiętajcie, aparat fotograficzny będzie w wyposażeniu obowiązkowym 🙂